Wyświetl losowy blog | Załóż bloga | 
Zaloguj się
Wyszukaj:

Motyw przewodni

 Nie smućcie się, że nikt was nie zna.
Troszczcie się o to,
byście byli godni poznania.

孔夫子 Konfucjusz

Organizer

Baśń

...............Bajeczka...............

Komentować


- Czemuż płacze, miła pani?
Kopciuszek szybko wytarła oczy rękawem i obróciła się w stronę głosu. Na płocie, bełtając nogami, siedział i obserwował ją nieznajomy chłopaczek – ledwo co starszy od Kopciuszka, ubrany w jakieś niezadbane łachy i na boso.
- Chce więc płacze. Co ci do tego?
- A co, spytać się nie mogę?
- Możesz, - burknęła Kopciuszek, - ale po co się wyzywać.
- Ja ciebie nie wyzywałem! Ja nazwałem ciebie miłą dzie…
- Zaraz w oko dostaniesz, - mroczno pogroziła Kopciuszek.
- No, dobrze, - z uśmiechem powiedział chłopiec. Wtedy spróbujemy inaczej. Ej ty, prosta dziewko, czego ryczysz?
- A co ciebie! Chce i ryczę.
- A może, ja pomóc chce?
_ Taak? – Kopciuszek ironicznie podniosła brwi. – No wiec, pomóż, jeżeli chcesz. Jak raz muszę jeszcze posadzić czterdzieści różanych drzew. I przebrać worek jęczmienia i proso.
Nieznajomy się skrzywił.
- Nie, tego ja nie umiem. Wybacz.
- A co ty w ogóle potrafisz?
Chłopiec się zamyślił i spokojnie oświadczył:
- W sumie nic.
- A po cóż wtedy pomoc proponujesz?
- A ja i nie zmuszałem! Ja po prostu pomyślałem…
- Co?
- No… może, tobie jakiś cud potrzebny?
- A co, czarodziejem jesteś? Przecież mówiłeś, że nic nie potrafisz.
- Ja – nie. Ale moja chrzestna – jest czarodziejką.
- Kłamiesz.
- Nie kłamię.
- Itak kłamiesz.
- No dobrze, niech i kłamię. A jeżeli bym nie kłamał – czego byś chciała?
Kopciuszek się zamyśliła:
- A twoja chrzestna może zmienić tykwę w karocę?
- Może. A po co?
- Żeby pojechać na bal.
Chłopiec się uśmiechną.
- Na ba-al.? A cóż będziesz robić na balu?
- A co nie można?! – warknęła Kopciuszek. – Myślisz, że ja swoją obecnością wszystkim święto zepsuje?
- Nie, no co ty! – mówił odmachując się rękami i ledwo co z płotu się nie zwalił. – ja nie to miałem na myśli! Po prostu… co jest tam takiego ciekawego? Bal jak bal. Wszyscy chodzą, plotkują, wygadują głupoty – smutek grobowy panuje!
- Znów się drażnisz ze mną!
- Skąd, nie! Ja sam… ja bym sam uciekł stamtąd przy pierwszej możliwości!
Kopciuszek oceniła wzrokiem niezaradną figurę chłopca, jego łachy i bose nogi, i szczerze parsknęła:
- Ciebie tam nawet by nie wpuścili.
- Masz rację, - z ulgą zaśmiał się tamten.
Kopciuszek głęboko westchnęła.
- A mi by, przynajmniej jednym oczkiem spojrzeć…
- Ale na co tam patrzeć?
- Na księcia.
Chłopiec w zamyśleniu popatrzył się gdzieś w niebo nad głową Kopciuszka.
- A co – książę? Książę jak księże…
- On, mówią, piękny jest.
- Może kłamią.
- Możliwe, i kłamią, - zgodziła się Kopciuszek. – Właśnie bym sama i zobaczyła. Nigdy nie widziałam żywych księciów.
- Nie ma po co na nich patrzeć… - mówił chłopiec, odłupując paznokciem farbę na płocie. – Księże, czy nie księże… to kit wszystko.
- A właśnie, że nie kit!
- A właśnie kit!
- A właśnie… a jeżeli nawet kit, to i mówić nie ma o czym! I w ogóle, muszę proso przebierać.
Kopciuszek odwróciła się i zapłakała. Chłopiec pomyślał przez sekundę – i zeskoczył z płotu do dworu.
- No dobra. Dawaj pomogę.
- Zostaw mnie.
- No co ty jak dziecko! Obraziłaś się…
Kopciuszek utarła nos i dumnie podniosła go do góry, zmierzyła chłopca oceniającym spojrzeniem.
- Przecież nie umiesz przebierać ziarno?
- A ty mnie nauczysz, - chłopiec niepewnie się uśmiechnął i przeciągnął rękę. – Zgoda?
Kopciuszek odetchnęła i klasnęła mu w dłoń.
- Zgoda!
Chłopiec szybko spojrzał w niebo, słońce już było wysoko, ale do południa zostawało pół godziny. To dobrze, bo jeszcze on zdąży wrócić do domu na czas. A równo o południu zaczarowani lokaje znów ze szczurów staną się ludźmi – i tam takie się zacznie..!
Nawet nie wygodnie będzie, stanąć przed dziewczyna w królewskich odzieniach. Jeszcze by znów pomyślała, że znęcam się nad nią. Księże nigdy nie przebierał jęczmienia ani prosa. On zawsze chciał spróbować.

Autor Bormor Piotr.
Źródło: http://ohac.net.ru/2008/02/page/2/
Tłumaczenie MOJE 

FAJNIE CO NIE ? :D

 


Etnopsychologia - czyli wiedza o życiu naszych przodków

"Kiedy mężczyzna narodzi dziecko na świat"

Komentować

       - Poczekaj, poczekaj, Anastazja, wyjaśnij, co masz na myśli mówiąc „Narodzi mężczyzna”? Przecież mężczyzna nie umie rodzić. On fizjologicznie nie potrafi rodzić.
   - W tym właśnie chowa się haczyk. Kiedy wmówiono większości ludziom, że w rodach najważniejszą rolę Ga fizjologiczny proces, tym samym odsunęli od narodzin wielki duch Ojca – Twórcy. A dokładniej, Boga – Ojca od narodzin odsunięto. Brak jego na kobiecie w postaci bólu rodowego się odznaczyło, w skutku i cierpieniem ludzkości.
   - Wytłumacz dokładniej, jak rola mężczyzny w rodach? I dlaczego odsunięcie jego równorzędne z odsunięciem Boga? Ojciec-mężczyzna powinien przyjmować rody u swej żony?
   - Zupełnie nie obowiązkowo mężczyźnie przyjmować udział w rodach, wystarczy być obok, to nie jest najważniejsza rola mężczyzny.
   - Ale w czym, wtedy jest najważniejsza rola?
   - Aby zrozumieć, niezbędne jest uświadomienie: łono matki żywi ciało płodu, które poczęte jest od ukochanego mężczyzny. Ciało żywi, ono jest ważne, ale przecież, ona nie jest najważniejszą.
   Płód reaguje na stan, na uczucia matki i w równym stopniu na uczucia ojca.
   Kiedy mąż rozmawia z żoną w ciąży, płód słów rodziców swoich nie rozróżnia, nie do końca rozumie znaczenia słów wypowiadanych, lecz w cienki sposób odczuwa uczucia swych rodziców.
   Mężczyźnie czasem w porywie swych uczuć mogą pogłaskać brzuch żony bądź ucho przyłożyć do niego, aby usłyszeć ruchy dziecka. Taki dotyk jest przyjemny dla kobiety, ale płód, znajdujący się w niej, wydawałoby się fizycznie nie może tego odczuć, ale on odczuwa na poziomie o wiele wyższym.
   Potoki uczuć od matki i od ojca idą do niego, on przyjmuje je z wielką radością i przyjemnością.
   Na poziomie uczuć i myśli dziecko odczytuje. Kiedy rodzice w miłości, w zgodzie czekają dziecka, myślą o nim, wtedy, dopiero poczęty, znajduje się on ciągle w energetycznym polu matki i ojca, dla niego ono jest przyjemne.
   Poprzez odczucia matki i ojca dziecko odczuwa otaczającą przestrzeń z poza łona matki.
   Jeżeli ojciec znajduje się obok żony w ciąży, słysząc śpiew słowika, ucieszy się jemu, wtedy płód w łonie matki także poczuje i śpiew słowika, i ojca radość. Kiedy się urodzi, i dorośnie już, on dokładnie tak samo, jak i w łonie, będzie się cieszył śpiewu słowika.
   Jeżeli ojciec bądź matka nagle czegoś się wystraszą, gdy zobaczą np. żmijkę, urodzone dziecko tak samo wystraszy się przy widoku żmijki. W łonie on oczywiście nie mógł zobaczyć, ale poprzez zobaczone przez rodziców informacja o niej zachowa się w podświadomości przez całe życie.
   Kiedy ojciec dla swojej żony, która jest w ciąży umiejętnie będzie piosenki śpiewać, niemowlę jak dorośnie, nie gorzej od ojca będzie śpiewał. O gwiazdach w myślach będzie ojciec rozważał, rodząc się będzie przejawiać zainteresowanie do gwiazd.
   - Ja też słyszałem o tym, jak jeden kompozytor często na pianino grał dla swej żony, która w ciąży była, przy tym zawsze powtarzał przez siebie ułożoną żony ulubioną melodię. Ale później kompozytor ten opuścił żonę jeszcze przed narodzinami syna. Kiedy dziecko trochę dorosło kobieta oddała jego do muzykalnej szkoły. Pewnego razu kobieta usłyszała, jak jej syn na pianino grał melodie ojca. Zdziwiona kobieta zdecydowała, że jej syn odszukał gdzieś stare nóty, przecież ta melodia jeszcze ani razu nie była wykonywana na żadnym koncercie, a noty nie były nigdzie publikowane. Kiedy kobieta weszła do pokoju syna, to zobaczyła, że jej syn grał w ogóle bez nut. Kobieta spytała syna:
   - Kto synku nauczył ciebie lej melodii?
   - Nikt, - odpowiedział chłopiec, - ja po prostu gdzieś ja słyszałem, ale nie pamiętam gdzie. Ona mi się podoba. A tobie, mama?
   - Mi też ona bardzo się podoba, - Odpowiedziała kobieta i spytała syna: - ale jak zdołałeś zapamiętać ją, przecież nawet w szkole nie od razu nawet z nut nowe kompozycje grać zaczynasz?
   - Tak, nie od razu, ale ta melodia czemuś zapamiętałem szybko. Jakby ona we mnie brzmiała. Ja chcę ją kontynuować, chce przedłużyć nowymi tonami.
   Chłopiec dopełnił melodię ojca, usłyszaną im jeszcze w łonie matki. On jak i jego ojciec został kompozytorem.
   - Bardzo dobry przykład dałeś, Włodymirze, i on nie jest jeden. Wiele jest przykładów, mówiących o tym że wychowanie efektywnie jest zaczynać z łona matki. I nawet ciut-ciut wcześniej, niż odbędzie się poczęcie.
   - Jak to wcześnie? Przed poczęciem, przecież nikogo jeszcze nie ma?
   - Mówiłeś mi o Telegonii,o tym, że dziecko urodzone przez kobietę było podobne do pierwszego jej mężczyzny, a nie do tego s kim on było poczęte. To zjawisko jak raz i pokazuje to, że nawet nie poczęty, ale oczekujący w kolejce na poczęcie czyta informację ojca.
   - A czy istnieje jakaś kolejka?
   - Tak. Jak tylko między mężczyzna a kobietą dochodzi do bliskości, w przestrzeni rodzi się duch, gotowy urodzić się na świat.
   - I nawet jeżeli bliskość było tak po prostu, nie dla narodzenia dzieci?
   - Duch pojawia się, kiedy mężczyzna doznaje zaspokojenia.
   - Masz na myśli orgazm?
   - Nie podoba mi się to słowo, Włodymirze, za nim niewłaściwa z zasady kryje się informacja.
   - Ok, niech będzie zaspokojenie. Lecz ty choć jakoś możesz udowodnić pojawienie się tego duchu?
   - Dowody sam, Włodymirze, znajdziesz jak zechcesz. Przecież jednemu człowiekowi zrozumiałym będzie z paru słów, innemu potrzeba rok poświęcić, wiele przykładów przedstawić, ale i wtedy on może nie zechcieć zrozumieć.
   - A nauka współczesna chociażby pośrednie może dowody tego o czym ty mówisz przedstawić?
   - Oczywiście.
   - Jaka nauka biologia, genetyka? Potrzebne mi to jest, aby łatwiej było dowodów szukać.
   - W fizyce możesz łatwo znaleźć.
   - W fizyce? Przy czym tu fizyka? Przecież ty o duchownym mówiłaś, tutaj ezoteryka jest potrzebna, a nie fizyka.
   - W fizyce jest prawo o zachowaniu energii.
   - A do czego to prawo?
   - W mężczyźnie podczas bliskości z kobietą narasta o niezwykłej sile energia, w określony moment zachodzi wyrzut jej. Zgodnie z prawem o zachowaniu energii, ona nie może tak po prostu znikąć bez śladu, ale może przechodzić z jednego stanu w drugi. W danym przypadku kolosalna energia mężczyzny, jej nagły wyrzut i formuje duch.
   - Tak, przekonywująco. Ale jedno czasowo smutne. Przecież ile to mężczyźni tych duchów napłodzili, tak i nie mających okazji otrzymać swe materialne ucieleśnienie? Ich zapewne jest o wiele razy więcej, niż ludzi na Ziemi żyjący? 
   - Tak, wielokrotnie więcej.
   - One cierpią czy pozostają nic nie rozumiejącą energią?
   - One posiadaja uczycia. Wielkie są ich cierpienia.
   - A ci, kto był poczęty, do azu zaczynają odczuwać swoich rodziców?
   - Tak, od razu, i w równej sile ojca i matkę.
Dziewięć miesięcy noworodka żyjącego w łonie matki, rodzice wielu rzeczy mogą nauczyć. Lekcje dwa razy powtarzać dla niego nie trzeba, zapamiętuje on w jednej chwili całą informację idącą od rodziców na całe życie.
   Ojciec posiadający pełnowartościową wiedzę, całe dziewięć miesięcy jakby w sobie nosił to dziecko, formuje duchowne i intelektualne „Ja” swego dziecka.
   Właśnie on, ojciec odpowiedzialny jest za wyższą cząstkę człowiek, w tym właśnie podobna jest rola Boga
   Właśnie ojciec rodzi duchowną część człowieka. Na całe dziewięć miesięcy ojciec powinien układać program, formujący duch, charakter, intelekt przyszłego dziecka. 
   - Anastazjo, mówisz o programie, o ojcu, posiadającym pełnowartościową wiedzę o procesach wychowania swego dziecka, znajdującego się w łonie matki…
   - Ja mówię nie o wychowaniu dziecka przez ojca, a o narodzeniu. Ojciec nie wychowuję, a właśnie rodzi drugie niematerialne „Ja” swego przyszłego syna lub córki swej.
   - Takiego pojęcia, według mnie, chyba my w ogóle nie mamy. Zapewne, niedobrze, że nie ma. Uważa się, że najważniejsza rola ojca w narodzinach dziecka kończy się po poczęciu. Po nim ojciec w lepszym przypadku pomaga w gospodarstwie dla żony, dostarcza jej wszystkiego co jest niezbędne.
   - Niestety, najczęściej tak to wygląda.
   - A kto w tym przypadku formuje główną duchową cząstkę człowieka, jeżeli ojciec nie rozumie swego przeznaczania?
   - Przypadki, bądź ten kto zechce, posiadający o tym wiedzę, do tego dążący.
   - Wychodzi na to, że mężczyźni, którzy nie wiedzą o możliwości pełnego uczestniczenia w formowaniu przyszłego swego dziecka, zaczynając od poczęcia, potem wychowują jakby nie dokońca swoje dzieci?
   - Niestety, tak właśnie najczęściej się dzieje.
Chyba zacząłem rozumieć znaczenie powiedzianego przez Anastazję i fonie tego całą tępość naszego życia. Możliwe, że wszystkie socjalne kataklizmy z tego powodu jak raz się dzieją, bo my w przeważającej ilości, gdy nawet jesteśmy obok swych dzieci, mamy mało z nimi wspólnego. Porzucamy ich na przypadek losu, komuś ich oddajemy. Ale w chwili rozmowy z Anastazją nie społeczny, lecz osobisty problem wywołali we mnie smutne, a możliwe nieprzemijające na całę życie smutne uczucia. Nawet nie chciało się dale rozmawiać.
   - Zbladłeś, Włodymirze, oczy twoje zgasły, dlaczego? – wypowiedziała Anastazja, kiedy zobaczyła mój stan. 
   - Nie mam więcej sił o tym rozmawiać, Anastazjo.
   - Przykładowo wiem, co się stało s tobą. Będzie łatwiej, jeżeli sam o tym będziesz mógł sformułować przyczynę twojego smutku.
   - Co tutaj formułować, a tak wszystko jasne. Gdy zrozumiałem powagę tego co mówisz o narodzinach dzieci, od razu zrozumiałem także to, że nie uczestniczyłem w dostateczny sposób w narodzinach swojej córki Poliny. Ale wtedy ani ja, ani moja żona o tym nie wiedzieliśmy, jak tak naprawdę należy podchodzić do tematu narodzin. Lecz ty wiedziałaś, urodziłaś syna, córkę, a ja, wychodzi, że znów jestem w stronie. Wiedziałaś, lecz mówiłaś mi o tym wcześniej, co powinien robić ojciec. Nie dość tego, pamiętam jak mi mówiłaś, że przez jakiś czas nie powinienem widzieć swego syna nawet po urodzeniu. Dlaczego tak postąpiłaś, Anastazjo?
   - Tak, mówiłam tak tobie, Włodymirze. Lecz pomyśl sam, czemu byś syna zaczął uczyć, będąc obok mnie przez dziewięć miesięcy w tajdze mieszkając? Chcesz podpowiem?
   - No to podpowiedz.
   - Przecież wtedy prosiłeś mnie zostawić polanę rodową w tajdze, moją Miłości przestrzeń, którą jeszcze moi rodzice stworzyli. Chciałeś, żebym w mieście rodziła, w szpitalu. Potem mówiłeś, że syna naszego trzeba oddać do żłobka i najlepszej szkoły, że zrobisz z niego biznesmena i on będzie kontynuować twoje dzieło.
   - No tak, mówiłem, wielu rzeczy wtedy nie wiedziałem. Potem jednak pogodziłem się z tym, że nie możesz albo nie chcesz w mieście mieszkać, lecz jednak nie zaproponowałaś mi zostac z toba w tajdze.
   - A co by było, gdybym zaproponowała, zostałbyś?
   - Nie wiem, ale może bym został.
   - I co byś robił?
   - Jak wszyscy, jakąś męską robotę w gospodarstwie.
   - Ale przecież wiesz, Włodymirze, pomoc fizyczna mi nie jest potrzebna, tutaj wszystko gotowe na nieodpłatną pomoc: powietrze, i woda, i zwierzęta, i trawa,. Pytając, miałam na myśli najważniejsze, jakie by były twoje myśli w oczekiwaniu syna? Milczysz. A przecież one były takie same jak i twoje słowa wtedy.
   Zawiedziony był byś, że nie udało się namówić mnie w mieście mieszkać. Jeszcze ty plan obmyślałeś, jak siłą mnie wywieźć rodzić w szpitalu. Czyż nie? Przyznaj się.
   - Przez jakiś czas była taka myśl.
   - Teraz wyobraź sobie, Włodymirze, co powinien był syn nasz odczuwać przy takich myślach, idących od ojca. Na dodatek agresywnych myśli.
   - Tak, ogółem teraz rozumiem, źle by było dla niego. Jednak smutno, ze ja teraz… No wychodzi jakbym był nie pełnowartościowym ojcem. Syna ty urodziłaś, córkę, wychodzi też nie zupełnie wypełni wartościowe.
Uwierz mi, nie przejmuj się, nie smuć się, ojcem jesteś pełnowartościowym dla swych dzieci. Także dzieci nasze dostali wszystkiego w pełni. A syn nasz nawet zbyt przeładowany jest informacją i uczuciowością, pradziadek mój Mojżesz nazbyt się postarał, kiedyś w uniesieniu sobą nie kontrolując.
   - Ale, jak tak? Nie było mnie obok ciebie, kiedy byłaś w ciąży, żadnego programu nie układałem, przy narodzinach mnie nie było, swych dzieci nie przyzywałem na świat się narodzić, a jednak mówisz, że jestem pełnowartościowym ojcem. Przecież przed chwilą udowodniłaś coś zupełnie odwrotnego…

"15. Gdzie nam dzieci rodzić?"

Komentować

Jak bardzo trudne jest pisać w suchym stylu, lecz jednak niezbędne jest spokojnie, bez emocji rozwiązać, gdzie jednak lepiej i wygodniej dla rodziców i dziecka będą odbywać się narodziny? W szpitalnej sali operacyjnej bądź w domowym zaciszu?
O ile mi jest wiadome, pierwsze szpitale położnicze pojawiły się w Starożytnym Egipcie i Rzymie przy ustroju niewolniczym. Były one organizowane dla ciężarnych niewolnic.
Niewolnica, która urodziła dziecko pozostaje z nim od 5 do 9 dni, potem znów zaczynała pracować, wracając na karmienie dziecka i na noc.
Trwało to do 6 lub 12 miesięcy. W różnych miejscach było to różnie, w zależności jak panowie odnosili się do niewolników. Po odłączeniu dziecka od matki, zajmowały się nimi specjalnie wyszkolone niewolnicy-niańki. Później, kiedy dziecko dorastało, przechodziło ono do innych niewolników, w zależności od jego przeznaczenia, które nadawał im pan.
Na przykład, chłopców oddawano dla specjalistów, którzy przygotowywali ich na żołnierzy. Żołnierze nie znające swych rodziców, którzy odbyli specjalne fizyczne przeszkolenie i psychiczną obróbkę. Byli najbardziej poddanymi swemu władcy. Wmawiano im z dzieciństwa, że władca jest dla nich matką i ojcem, ogółem Bóg. Wtedy nawet specjalna religia do tego była opracowywana.
Jak bardzo jest podobna ,wydawałoby się, starożytna sytuacja do dzisiejszej rzeczywistości. Szpital położniczy – żłobek – przedszkole – szkoła – szkoła wyższa – niewolnik gotowy. Jednak jeżeli władca jest nie widoczny, niewolnik uważa siebie za wolnego, co sprawia, że niewolnicy nie się buntują.
Wielcy ludzie Starożytnego Rzymu, Egiptu, także i ludzie klasy średniej, nawet koszmarnym śnie nie potrafili wyobrazić narodziny swego dziecka poza domem.
Do domu oni zapraszali najpierw kobiet-położnych, później lekarzy, przepowiadających przyszłość.
W Rosji pierwsze izby rodzenia były przeznaczone dla kobiet lekkich obyczajów. Czasem ta kategoria kobiet szła rodzić do cyganów. Gdzie zostawiały swoje niechciane dzieci do wychowania. Cyganie przyjmowali je.
W ogóle szpital położniczy – nonsens. Jest on jaskrawą ilustracją utraty przez kobiet zdolności instynktu rodzenia, oraz utraty przez teraźniejszego człowieka nie tylko wiedzy pierwotnej, lecz także elementarnej kultury uczuć. Utrata uczucia prawdziwej miłości do kobiety i swego dziecka, jako części siebie i swojej kontynuacji (redaktorskie uściślenie: - swojej wieczności w nim i potomkach) .
Narodzone w szpitalu dziecko nie może być tylko naszym. Jest on jeszcze czyjś. Do procesu narodzin zalicza się poczęcie, noszenie i pojawienie się na świat dziecka. I ostatnie nie mniej ważne od wszystkiego innego. Jeżeli oddajecie jego w cudze ręce, dla który na ogół nie zależy na was ani na waszym dziecku, wtedy nie jesteście niepełni związani z narodzinami swego potomka. W skutku nie powstaną w was uczucia ojcowskie do niego w pełnym wymiarze, a ono to poczuje, w skutku odpłaci ono brakiem mocnych uczuć syna i córki.
Nawet i miłość nie będzie pełnowartościową; takie dzieci nie będą potrafiły kochać nie tylko swoich rodziców, ale i życie. Od pierwszej chwili narodzin dla niego ono nie wydawało się piękne.
Oczywiście, dany błąd można kompensować przy pomocy określonych czynności wobec narodzonego dziecka, ale to nie jest proste. Pojawienie się dzieci u różnych narodów idąc w głąb historii świata można uważać bardziej doskonałym, i absurdalnie prymitywnym w nasze czasy.
W dzisiejszym, współczesnym świecie jest ono podobne do wycinaniem wyrostka robaczkowego z ciała chorego człowieka.
Dlatego chciałoby się mówić o bardzie radosnym. Przecież ludzkość zaczyna się zastanawiać nad sensem tego co się dzieje.
W Rosji, USA, Francji zaczynają powstawać „Szkoły duchownego położnictwa”. Działa już w wielu państwach „Asocjacja (red. albo Związek) prenatalnego wychowania”.
Funkcjonują kursy domowych rodów w Moskwie i Petersburgu. Ludzie starają się zwrócić utraconą wiedzę i tradycje. Utraconą Miłość.
Proponuje obejrzeć, jak odbywały się narodziny dziecka w rodzinie wiedruskiej.

Notki

22 maja 2010 13:37 DLACZEGO KARAŚ JEST PŁASKI

22 maja 2010 12:58 JAK KRUK I SOWA POMALOWALI SOBIE PIÓRA

22 maja 2010 12:36 NAJSILNIEJSZY

22 maja 2010 12:32 DWA NIEDŹWIEDZIE

22 maja 2010 12:30 CHYTRY LIS

22 maja 2010 12:27 ŻABKA I ŁOŚ

22 maja 2010 12:25 MALEŃKI PTASZEK

22 maja 2010 12:10 PSY I CZŁOWIEK

22 maja 2010 12:05 ZAJĄCZEK

22 maja 2010 11:59 O TYM, JAK BŁĘKITNY LIS SKŁÓCIŁ KRUKA Z BIAŁYM NIEDŹWIEDZIEM

Statystyki

  • odwiedziny: 5425
  • dzisiaj: 0
  • notki: 170
  • komentarze: 73

Księga gości

Ostatnie komentarze

3 stycznia 2012 It’s really a great ...
14 grudnia 2011 obviously like wiciu...
12 grudnia 2011 Who likes the animat...
11 grudnia 2011 Very informative pos...
7 grudnia 2011 Dzieki za ciekawe in...
3 grudnia 2011 hi all, what do you ...
1 grudnia 2011 Could it be alright ...
22 listopada 2011 Zauważyłem, że w cią...
18 listopada 2011 oprah również sprawi...
17 listopada 2011 Witam, to naprawdę i...

Ostatnie wpisy w księdze

10/06/11 17:29 vitae.pl Fajny blog - Nauka D...
10/01/12 22:41 wlasciciel Chcialem to zapisac,...
09/04/30 21:28 wiciusza 02 Dziękuje za docenien...
09/04/16 01:00 ja zależy jak się mścić...
09/04/15 20:31 zdolowana nie mam zamiaru na n...

Oceń bloga